03-06-2017 - Maraton Podróżnika 2017
Sobota, 3 czerwca 2017
· Komentarze(4)
W piątek po południu docieram razem z Markiem do bazy tegorocznej edycji MP. Jest już Endriu68 i wiele znajomych twarzy (sami ultra-wariaci :D). Po rozlokowaniu się w naszym domku chwila integracji i spać.

Sobotni poranek wita nas pięknym słoneczkiem i napawa optymizmem przed niezłą harówką. Ruszam razem z Andrzejem w grupie I przez pierwsze 80 kilometrów jedziemy razem. Jednak to było troszkę za szybko więc wolałem zwolnic niż wypstrykać się na początku. Pejzaże urzekają a kilometry bardzo ładnie przybywają. Na 105 kilometrze pierwsza nawigacyjna skucha, szybko wracam na trasę gdzie spotykam Łukasza (Młodego). Dalej już razem pokonujemy kolejne kilometry.


Po zaliczeniu PK1 jedzie się nam tak pięknie, ze zaliczamy kolejna skuchę lądując w Kamiennej Górze. Zaczynają się poważne góry i jest coraz ciekawiej. Na szczęście przełożenie 26X36 daje radę. Ostatnie zakupy po naszej stronie szybka przekąska odhaczenie PK2 i do boju.

I przychodzi pora na Karkonowską. Fest podjazd z bardzo kiepściutka nawierzchnią. Po drodze kilka fotek i ostatnie 1000 m z buta.



Chwila odpoczynku na szczycie i wjeżdżamy do Czech. Piękny zjazd i świetne asfalty pomagają nam w szybkim połykaniu kolejnych kilometrów i znowu jesteśmy w domu ;) Kolejny PK 3 w Lubawce.


Gdy docieramy na punkt żywieniowy humory nam nadal dopisują, nawet Marzenka (Kot) to zauważyła. Spotykam tam Marka który oznajmił mi że rezygnuje z dalszego udziału w MP. Posileni i napojeni z optymizmem ruszamy w dalsza trasę. Trasa po raz kolejny wiedzie przez terytorium Czech. W Kudowie wjeżdżamy do Polski i tu mamy kolejny PK4. Park Narodowy Gór Stołowych to kolejny bardzo wymagający podjazd z nagroda w postaci świetnego zjazdu.

Słoneczko od wczesnych godzin porannych mocno przypieka lecz w porównaniu z sobota pojawił się bardzo silny wiatr który momentami mocno nam przeszkadzał. Wśród upojnych krajobrazów docieramy do Wambierzyc.


Kilka kilometrów przed Polanicą wpadam przednim kołem w wyglądająca na niegroźną szczelinę w asfalcie i jest pozamiatane. Obręcz jest mocno skrzywiona i koło ledwie się mieści w widelcu. Wściekły ja pieron postanawiam jechać dalej. Docieram na Orlen w Polanicy gdzie tak wyczekiwana kawa z nerwów mi nie smakuje. Na dodatek podczas "akcji" z kołem z kieszeni wypada mi telefon. Więc w tył na lewo i wracam na to feralne miejsce. Tym razem szczęście mi dopisało i znalazłem telefon. Po powrocie na stacje postanawiam spróbować jechać dalej. Niestety można było zapomnieć o jeździe powyżej 20 km/h. Rower wpadał w tak dziwne wibracje, że nie wyglądało to najlepiej.


Docieramy do Bystrzycy Kłodzkiej PK5. Koło coraz bardziej się "buja" a ja coraz częściej myślę o rezygnacji. Z jednej strony jest mi cholernie żal rezygnować a z drugiej strony włączają się czarne myśli (a co jeśli koło się rozpadnie podczas zjazdu). Po trzydziestu paru kilometrach niby-jazdy podejmuję jakże trudne decyzję o rezygnacji.
I tu należą się wielkie podziękowanie dla Kasi i jeszcze jednej koleżanki (przepraszam nie pamiętam imienia) za pomoc w znalezieniu połączenie PKP w okolice bazy. Musiałem wrócić do Bystrzycy Kłodzkiej (dobrze, że przynajmniej nie daleko).
Oczywiście wielkie dzięki także dla Jelony i Czerkawa z zgarniecie mnie z Strzelina.

I tak oto nie ukończyłem tegorocznej edycji MP, skończyło się na 360 km trasy :(
Wielka szkoda i żal wielki. Na szczęście w tym zdarzeniu ucierpiał tylko rower.
Na koniec pragnę podziękować Młodemu za wiele wspólnych kilometrów.





