Dzisiaj pogoda tylko przez okno wyglądała na idealną. W zestawie z pięknym słońcem był pieruńsko lodowaty wiatr, chyba nawet silniejszy niż wczoraj. A temperatura poniżej zera. Troszkę pokręciłem się po okolicy a wieczorem oczywiście wizyta w ulubionej piekarni.
Zamiast grzecznie pójść spać po nocnym dyżurze to wymyśliłem sobie wycieczkę do Sandomierza. Przy okazji odwiedziłem dwa sąsiadujące z lubelskim województwa - Podkarpackie i Świętokrzyskie. Słoneczko pięknie świeciło wietrzyk dmuchał w plecy po prostu wycieczka ideał. Niestety nic nie trwa wiecznie. Kilka kilometrów przed Sandomierzem (w Gorzycach) Nie wiadomo kiedy i po co na koło usiadły mi dwa owczarki. Całkiem duże a w dodatku nie lubiące rowerzystów. Adrenalina zadziałała i od razu depnołem na pedały, coś tylko zatrzeszczało (w kolanach). Kundle miały niezłą kondycję i przez prawie pół kilometra cisnęły ponad 50 km/h aż zrezygnowały. Po krótkim spacerku na Sandomierskim Rynku ruszyłem w drogę powrotną. Nie dosyć, że wmordewind, ziąb pieruński to na dokładkę kolano mocno odczuło sprint przed kundlami. Cóż było robić, w tempie turystyczno-rekreacyjnym dowlokłem się do domu. Po powrocie sprawdziłem temperaturę było -4C !
Ostatni dzień "męczenia" się na nie swoim rowerku ;) Dys - Nasutów - Krasienin - Starościn - Rudno - Michów - Abramów - Garbów - Piotrowice - Jakubowice - Dys Od jutra wracam do jazdy na moim poczciwym rowerze - nareszcie :)
Piątek trzynastego przywitał mnie pięknym słoneczkiem. Prawie bezwietrznie, temperatura rano -2C więc do pracy śmignołem rowerem. Po powrocie z pracy jeszcze kilka km.
Z wczorajszego śniegu przy dodatniej temperaturze pozostało niewiele czyli syf na drodze. Korzystając z okazji, że ujeżdżam górala brata pozwoliłem sobie na małe co nie co w terenie.