Przyszła pora na "4 Dychę do Maratonu". Mimo nie najlepszej pogody przyjechałem pokibicować znajomym podczas zmagań na trasie maratonu. Ziąb okrutny, wiatr i momentami deszcz nie ułatwiały biegaczom w pokonywaniu trasy ale to twardziele i dali radę. Wieczorem gdy jechałem do pracy pogoda się troszkę poprawiła (nie padało).
Z dnia na dzień jest coraz lepiej ale po dzisiejszej wycieczce przekonałem się, że jeszcze daleka droga prze de mną. Połowa trasy z wiatrem prosto w pysk. Brak mocy po chorobie właśnie wtedy był najlepiej widoczny, na szczęście druga połowa z wiatrem i mogłem trochę odpocząć. http://www.gpsies.com/map.do?fileId=rbqmrjymeqvbbr...
Pieruństwo, które mnie dopadło rozwaliło mi plany na weekend. Dzisiaj było już dużo lepiej ale nadal jest nieciekawie. Kilka kilometrów koło domu (lekarz, apteka) w pięknym słoneczku. Przy okazji zniknęły nadprogramowe poświąteczne kilogramy.