Właśnie tak się czułem jak zwlokłem się z rano z wyrka. Okazało się, że dopadło mnie jakieś cholerstwo. Bolało mnie wszystko (łącznie z włosami ;)). Nie ryzykowałem jazdy do pracy rowerem i wybrałem nasze "kochane" PKP. Jednak postanowiłem sprawdzić czy w takim stanie da się przejechać choć kilka kilometrów ( Lubelski Rower Miejski). Niecałe trzy kilometry dały mi nieźle w kość. Na szczęście po pracy miałem z górki :).
Piękne słoneczko od rana, trochę wolnego czasu więc wszystko zapowiadało się jak najlepiej. Pierwszy locik do Lublina po odbiór zamówionego błotnika (topeak mtx defender) do mojego bagażnika. Jeszcze tylko pokrowiec przeciwdeszczowy i będzie komplet. Później włóczenie się po okolicy. Pod wieczór co mnie zaczęło "pobierać" ale pomyślałem, że to chwilowe-przejściowe.
Święta, święta i po świętach ;) Pogoda nareszcie się poprawiła i przyjemnie było wyjść z domu. Po świątecznym obżarstwie pojawiło się nie wiadomo po co kilka zbędnych kilogramów ;) i szybko trzeba było coś z tym zrobić. Standardowe kółeczko (Niedrzwica - Borzechów - Bełżyce - Niedrzwica) a wieczorem do pracy.
Pisząc przekładaniec miałem na myśli oczywiście pogodę ;) Pokazało się słoneczko i wydawało się, że nareszcie pogoda się uspokoiła. I prawie tak było, niestety na nieco ponad kilometr przed domem złapała mnie śnieżna zadymka i do domu wróciłem biały ;)
Rano przywitał mnie śnieg i niezły ziąb. Przed pracą miałem okazję wypróbować Lubelski Rower Miejski. Wieczorem pogoda na chwilę się uspokoiła więc zrobiłem kilka km-ów po okolicy.
Dzisiaj stare przysłowie pasowało idealnie. Wykorzystałem trochę wolnego czasu i przerwy w opadach na powłóczenie się po okolicy. Tym razem bardziej terenowo (w lesie tak nie wiało). Przyroda budzi się do życia - wiosna !