Dzień bardzo udany rowerowo. Na początek było kółeczko w ramach codziennego uzależnienia od roweru ;) Po południu razem z synem Hubertem urządziłem sobie wycieczkę do lasu. Bardzo przyjemny lajcik pośród soczystej zieleni. Wieczorem obowiązkowa wizyta w piekarni.
Zaraz po dyżurze razem z przyjaciółmi udałem się na trasę 3 Lubelskiego Maratonu aby dopingować biegaczy. Pogoda była idealna (dla biegaczy) nie za ciepło, po chmurno. Niestety później zaczęło padać jednak deszcz nie przeszkadzał nam w świetnej zabawie. Przenosiliśmy się w kilka miejsc na trasie aby jak najdłużej dopingować prawdziwych twardzieli. Jak zawsze było bardzo wesoło. W drodze do domu zmokłem do ostatniej nitki.
Kolejna edycja Europejskiego Pikniku Rowerowego w Nasutowie. To jest już "stała" impreza rowerowa, w którą Stowarzyszenie Rowerowy Lublin mocno się angażuje. Bardzo lajtowa wycieczka dla wszystkich z wielką wyżerką na koniec. Pogoda dopisała więc imprezę można zaliczyć do bardzo udanych.
Od samego rana piękne słoneczko to i do pracy jechało się przyjemnie. Dzień jest coraz dłuższy i z pracy docieram do domu już bez oświetlenia. Niestety maj to plaga chrabąszczy.
Przed południem zakupowo-transportowo po Niedrzwicy. Wieczorem w pięciu pokręciliśmy chwilkę. W drodze na ustawkę na parkingu przy stacji paliw obejrzałem limuzynę z dawnych lat. To była maszyna GAZ-13 Czajka.
Chwila (zasłużonego) odpoczynku na mecie i zjawił się "Komitet Powitalny". Niestety przez zmianę godziny startu (w ostatniej chwili) to ja przywitałem Ich w Parczewie. Ale to nie ważne. Najważniejsze jest to, że mam takich przyjaciół :) Oczywiście w tej grupie nie mogło zabraknąć Papużek :) Razem poczekaliśmy jeszcze chwilę na Janka, który po nocnych przygodach szczęśliwy dotarł na metę. Po krótkim odpoczynku wyruszyliśmy w drogę powrotną. W lajtowym tempie z przerwami na uzupełnianie płynów i poziomu cukru dotarliśmy do Lublina. Jak zawsze było bardzo wesoło.