To była już VII edycja Nadbużańskiego Rajdu Rowerowego. Żeby na czas dotrzeć na miejsce rajdu znowu musiałem się zrywać o nieludzkiej porze ;) Na szczęście pogoda dopisała i całkiem przyjemnie uciekały mi kolejne kilometry. Na odcinku Włodawa - Sławatycze miałem okazję przetestować Wschodni Szlak Rowerowy GREEN VELO. Bardzo fajnie to wygląda, prace nadal trwają i wszystko zmierza w dobrym kierunku. Nawierzchnia już jest gotowa a wzdłuż trasy powstają tablice informacyjne, miejsca na postój itd. Po dotarciu na miejsce zarejestrowałem się w biurze rajdu i razem z innymi uczestnikami rajdu wyruszyłem na trasę. Przeważały drogi gruntowe (nie zabrakło piachu) ale tak miało być. Z dala od głównej drogi mogliśmy nacieszyć oczy nadbużańskimi pejzażami. Prawdziwa sielanka :). Na trasie rajdu nie mogło zabraknąć ogniska i kiełbasek. Na zakończenie imprezy odbyło się losowanie rowerowych gadżetów. Miałem wielką ochotę na powrót rowerem ale niespodziewanie trafił się transport więc mogłem więcej czasu spędzić z przyjaciółmi. Podczas powrotu do domu na trasie na odcinku kilkunastu kilometrów nieźle polało więc gdybym wracał do domu rowerem nieźle bym przemókł. Miało być trzy stówki było dwie ale i tak jestem bardzo zadowolony. Jeśli tylko czas pozwoli postaram się nie przegapić przyszłorocznej edycji. https://picasaweb.google.com/116105494439608775503...
Tegoroczny Maraton Podróżnika spokojnie można było nazwać "Maratonem Rzeźnika". Ale od początku. W piątek razem z KrzyśkiemP i Endriu68 wbijam się do pociągu i dojeżdżamy nim do Miechowa. Dalej już na rowerach docieramy do bazy maratonu. Rozbijamy nasze namioty i zaczyna się integracja. Jest nas piątka (KrzysiekP, Endriu68, TomStep, Aqu i ja). Powoli zjeżdżają się inni uczestnicy i pod Sokolnicą robi się rowerowo. Śpię jak zabity i nawet chrapanie Endriu mi nie przeszkadza. W sobotni poranek wyczuwa się lekkie pod denerwowanie u co niektórych zawodników. Kurcze, oni tu przyjechali się ścigać. W pierwszej grupie startuje Endriu68 i TomStep, ja z Aqu w drugiej a Krzysiek w trzeciej. Po przebiciu się przez Kraków zaraz za Wieliczką zaczyna się normalna jazda. Hardkory pocisnęły mocno do przodu a reszta zaczęła jechać we własnym tempie. Właśnie w tamtych okolicach uformowała się nasza piątka, którą przejechała razem całą trasę. Z minuty na minutę robiło się coraz cieplej. W okolicach Limanowej podczas jazdy licznik pokazywał 38,4C. Na dobre zaczęły się porządne podjazdy i szybkie zjazdy. W Łapszach Niżnych mamy pierwszy punkt kontrolny i tam robimy przerwę na obiad. Właśnie tam Aqu i TomStep oświadczają nam, że rezygnują z dalszej jazdy i wracają do bazy maratonu. Na szczęście upał powoli słabnie i na Słowację wjeżdżamy przy ludzkiej temperaturze. Po raz kolejny okazało się, że na Słowacji około g. 21 zamiera życie. Trasa po Słowackiej stronie obfitowała w ciekawe (kilkunastokilometrowe) podjazdy. Na punkcie kontrolnym nr 2 (Słowacja) czeka na nas pyszny makaron, kawa, herbata, drożdżówki, banany itd. Po powrocie na "naszą" stronę okazało się, że najgorsze dopiero przed nami. Wstrętny podjazd (przed Zawoją) z koszmarnym zjazdem pełnym łat był zupełnie nie atrakcyjny i tylko nabijał przewyższenia. Po trzecim punkcie kontrolnym w Korbielowie czwarty mamy po zdobyciu Przełęczy Krowiarki. Gdy do mety było coraz bliżej do pokonania została najgorsza ścianka zaraz za Makowem Podhalańskim. Później jeszcze kilka mniejszych i większych podjazdów i meta. Podsumowując maraton mogę stwierdzić, że trasa była bardzo trudna a do tego temperatury tropikalne. Udało mi się pokonać trasę i to jest dla mnie najważniejsze, wynik jest sprawą drugorzędną (zwłaszcza, że w górach jestem słabiutki ). Specjalne podziękowania należą się Krzyśkowi (i jeszcze trzem chłopakom z naszej piątki, Wąski, Siudek i ŁukaszK) za piękną współprace na trasie maratonu. Kilka fotek: https://picasaweb.google.com/11610549443960877550...