Plany na sobotę były troszkę inne ale jak to w życiu bywa nie wszystko da się zaplanować. Obudziłem się z potwornym bólem głowy i wiedziałem, że z przedpołudniowej "100" nic nie będzie. Przetrząsnąłem domową apteczkę i było już dużo lepiej. Postanowiłem wykorzystać resztę przedpołudnia i zrobiłem szybki przejazd na trasie Niedrzwica - Kraśnik - Niedrzwica. Później razem z Kasią i Radzikiem wyjechałem na spotkanie "naszych" powracających z sakwiarskiej wyprawy (Świnoujście - Gdańsk - Augustów - Lublin). Chwila na pogaduchy przy lokalnym izotoniku. Następnie udajemy się na ślub naszej koleżanki z RL Moniki. Po ceremonii chwila przerwy dla ochłody. Na koniec dnia razem z Radzikiem ukręciłem jeszcze kilka kilometrów.
Po nocnej szychcie postanowiłem troszkę wydłóźyć drogę do domu. Na początek serwisówką do Piask. Później przez Chmiel, Krzczonów, Bychawę, Strzyźewice i znalazłem się na miejscu. Wieczorem locik do Lublina na wieczorny seans w Kinie Letnim, które zorganizowane zostało przez Perłę - Browary Lubelskie.
Nieoczekiwanie :) miałem wolne popołudnie i dwie opcje do wyboru: pójść spać lub pojeździć rowerem. Wybrałem oczywiście to drugie i pokręciłem się po okolicy.
Zimno, deszczowo a na dodatek trzynasty. Za takim początkiem tygodnia to chyba nikt nie przepada. Wracając z pracy po nocnym dyżurze nieźle zmokłem bo wczoraj wieczorem było ciepło i do pracy przyjechałem na krótko. Na szczęście po południu pogoda się poprawiła asfalty przeschły i można było pokręcić się po okolicy.