I skończyło się ciepełko. Po ostatnich upałach temperatury rzędu dwudziestu kilku stopni to ziąb ;) No i wiatr który mocno przeszkadzał. Kółeczko po okolicy przed południem a wieczorem do pracy.
Korzystając ze świątecznego dnia postanowiłem troszkę pojeździć a przy okazji przetestować swoją rękę na dłuższym dystansie. Pierwotnie miałem wyruszyć wcześnie rano ale dopadł mnie straszny leń i wystartowałem dopiero przed południem. Postanowiłem do minimum ograniczyć postoje i tak dopiero po stu kilometrach był pierwszy siku-stop. Przy okazji uzupełniłem bidony i dalszą trasę przejechałem już bez postojów. Z ręką jest już coraz lepiej ale do pełnej sprawności daleka droga.