Czwarty etap tegorocznej edycji "Rajdy Dla
Frajdy" odbył się w Zwierzyńcu na Lubelszczyźnie. Mimo, że to pierwsza
edycja to organizator stanął na wysokości zadania. Świetna trasa po
Roztoczu, rowerowa pogoda i grupka ludzi dotkniętych cyklozą, to
wszystko sprawiło, że wszyscy świetnie się bawili. Oby więcej takich
imprez. Gratulacje dla zwycięzców i wielkie podziękowania dla
organizatorów - jesteście wielcy !!! W moim przypadku plan był bardzo prosty - pełen lajcik (około 27 km/h). I właśnie tak było :)
To był mój drugi start w tej imprezie, jednak zupełne inny od tego z przed dwóch lat ponieważ trasa została poprowadzona w odwrotnym kierunku. Piątkowa pogoda nie zapowiadała niczego dobrego, było zimno i deszczowo. Na szczęście sobotni poranek przywitał nas w miarę względną pogodą. Nie padało ale wiatr bardzo mocno dmuchał. Wystartowałem o g. 9:35 i bardzo sprawnie uciekały pierwsze kilometry. Na punktach kontrolnych tylko pieczątka i w drogę (...szkoda czasu przecież jeść można w czasie jazdy) Dopiero na PK 4 – 240 km (u Janka ) zabawiłem chwilkę dłużej (10 min). Przez cały czas wiatr nie przeszkadzał, wiał z boku lub w plecy. Do PK 5 w Sejnach na 305 km dotarłem w 12:01. Rewelacja 25km/h brutto. Niestety zaraz po powrocie na trasę natura pokazała kto tu rządzi. Wiatr w pysk i deszcz który towarzyszył mi przez następne dziewięć godzin. Na kolejnym KP w Wiżajnach byłem już porządnie zmarznięty i przemoczony i wtedy zdecydowałem, że dalsza część wyścigu będzie w wersji light. Mimo deszczu i wiatru dosyć sprawnie pokonywałem kolejne kilometry. Na punktach kontrolnych już się nie spieszyłem – pełen relaks. Mimo mocno nie sprzyjającej pogody wynik i tak był (jak dla mnie) całkiem przyzwoity - 32:12:51