To był mój drugi start w tej imprezie, jednak zupełne inny od tego z przed dwóch lat ponieważ trasa została poprowadzona w odwrotnym kierunku. Piątkowa pogoda nie zapowiadała niczego dobrego, było zimno i deszczowo. Na szczęście sobotni poranek przywitał nas w miarę względną pogodą. Nie padało ale wiatr bardzo mocno dmuchał. Wystartowałem o g. 9:35 i bardzo sprawnie uciekały pierwsze kilometry. Na punktach kontrolnych tylko pieczątka i w drogę (...szkoda czasu przecież jeść można w czasie jazdy) Dopiero na PK 4 – 240 km (u Janka ) zabawiłem chwilkę dłużej (10 min). Przez cały czas wiatr nie przeszkadzał, wiał z boku lub w plecy. Do PK 5 w Sejnach na 305 km dotarłem w 12:01. Rewelacja 25km/h brutto. Niestety zaraz po powrocie na trasę natura pokazała kto tu rządzi. Wiatr w pysk i deszcz który towarzyszył mi przez następne dziewięć godzin. Na kolejnym KP w Wiżajnach byłem już porządnie zmarznięty i przemoczony i wtedy zdecydowałem, że dalsza część wyścigu będzie w wersji light. Mimo deszczu i wiatru dosyć sprawnie pokonywałem kolejne kilometry. Na punktach kontrolnych już się nie spieszyłem – pełen relaks. Mimo mocno nie sprzyjającej pogody wynik i tak był (jak dla mnie) całkiem przyzwoity - 32:12:51
To było już XXIV Święto Roweru w Lubartowie. Pomysłodawcą i organizatorem tej imprezy jest były kolarz - Janusz Pożak. Podobnie jak i w latach ubiegłych tak i w tym toku impreza przyciągnęła kilkanaście tysięcy uczestników. Przy pięknej letniej pogodzie w ponad czterdziestoosobowej grupie dotarliśmy na miejsce. Po przejechaniu "obowiązkowej" rundki udaliśmy się do Firleja. Tan nad miejscowym jeziorem ładowaliśmy akumulatory na kolejny pracowity tydzień. Wypoczęci i zrelaksowani wróciliśmy do Lublina. Przy okazji udało się nam "ukręcić" kolejne parę kilometrów Dla Lublina.
Po powrocie z pracy chwila odpoczynku i locik do Chodla. Tam w miejscowym Kościele byłem na ślubie mojej koleżanki Eweliny. Wszystkiego najlepszego dla Eweliny i Łukasza :)