Skończyły się maratony, wyścigi i przyszedł czas na rekreację ;) W odstawkę poszły wąziutkie oponki i lemondka. Najwyższy czas pośmigać po szutrówkach i innych mniej "wygodnych" nawierzchniach. Do końca sezonu pełen lajcik :) bez lajkry, pampersa i całej napinki. I tak właśnie dzisiaj było. Pokręciłem się po okolicy a wieczorem do pracy.
Drugi dzień sportowych "zmagań" w ramach imprezy "Na sportowo z Cisowianką - VII". Tym razem był to wyścig kolarski. Po dwóch nieprzespanych nockach i wczorajszym biegu nie miałem wielkiej ochoty na jakieś szaleństwa. Pełen lajcik. Do wyboru były 3 lub 6 pętli po 8 km. Czyli coś dla pro-koksów ;) Postanowiłem na luzie przejechać trzy kółeczka. Traska fajna, interwałowa. Później potoczyłem się do domku, czas najwyższy trochę odpocząć ;) Wieczorkiem kółko po okolicy i 20 kkm "złamane" :)
Rano powrót do domu po nocnym dyżurze. Chwila odpoczynku i dalej ... Pojechałem do Nałęczowa na bieg "Na Sportowo z Cisowianką - VII" Przy bardzo wysokiej temperaturze nie było to najłatwiejsze 5 km. Po biegu chwila przerwy i znowu do pracy ( tym razem za kolegę). Kiedy ja się wyśpię ???
To był fatalny początek tygodnia :( Od samego rana lało i wracając z pracy zmokłem dokładnie. Na szczęście późnym popołudniem pogoda się trochę poprawiła i można było pokręcić się po okolicy.