Razem z Krzyśkiem i Tomkiem z "Rowerowego Lublina" wyruszyłem o godz. 4:00 z Lublina. Było rześko (6 C) i wietrznie. Jak to bywa najczęściej (niestety) jechaliśmy pod wiatr. Bocznymi drogami dotarliśmy do Firleja a tam wskoczyliśmy na "19". Na szczęście ruch był niewielki. Od Kocka do Radzynia mieliśmy pierwszy deszczyk tego dnia. Do Radzynia odprowadził nas Andrzej (endriu68). Potem pogoda się troszkę uspokoiła i tylko wiatr nadal nam dokuczał. Kilometry nam ubywały i coraz bliżej było do spotkania z resztą przyjaciół, którzy już od 1 maja podziwiali puszczańskie krajobrazy. Niestety w Kleszczelach znowu zaczęło padać. Przed Hajnówką czekały na nas wahadełka i objazdy a w dodatku rozpadało się na dobre. Kilka kilometrów przed naszą kwaterą spotkaliśmy komitet powitalny złożony z naszych przyjaciół. To było bardzo miłe. Około godz. 19 byliśmy już na miejscu, przemoczeni, zmacznięci ale szczęśliwi że udało nam się dotrzeć mimo bardzo niesprzyjającej pogody.